Category Archives: Colombia

retrospekcja: Kolumbia (czerwiec – wrzesien 2009)

Zabawnie musiałam wyglądać jak się dowiedziałam dokąd mogę jechać na praktykę z IAESTE (organizacji studenckiej na Politechnice Warszawskiej). Ciągle chodziła mi po głowie Azja i w sumie już się widziałam oczami wyobraźni gdzieś w dalekiej Indonezji czy na Filipinach. A tu taka niespodzianka: Kolumbia. Zupełnie inny kierunek, ale w sumie brzmi ciekawie. Ofertę oczywiście przyjęłam, mimo że o Kolumbii wiedziałam tyle, co o budowie statku kosmicznego. Przez kolejne parę miesięcy przed wyjazdem byłam mocno zajęta: pisaniem pracy magisterskiej, kończeniem 5 roku na Politechnice Warszawskiej i 2 roku na Uniwersytecie Warszawskim. Jednocześnie ubiegałam się o stypendium z Programu Leonardo da Vinci, więc byłam zarobiona po pachy. W Bogocie miałam pracować w języku angielskim na Universidad de la Sabana, więc naukę hiszpańskiego zostawiłam na pobyt w Kolumbii. Do Bogoty leciałam z Emilią, która miała swoją praktykę w Armenii. Mój znajomy: Julian był bardzo miły, odebrał nas z lotniska i ugościł przez pierwsze parę dni u siebie w domu. Zabawnie było komunikować się z Jego Mamą Consuela i bratem Santiago po migowemu i na uśmiechy. Czułam się jak małe dziecko, codziennie ucząc się nowego słowa po hiszpańsku. Julian i jego rodzina bardzo mi pomogli na początku. Nauczyli mnie pierwszych wyrażeń po hiszpańsku, np.:  Tienes pedos? Co tak naprawdę oznacza, czy masz gazy  a nie jak mi powiedzieli: milo mi cię poznać – hahaha, taki mały żarcik. Mój Uniwersytet zapewnił mi zakwaterowanie w domu katolickim dla dziewcząt, czyli miejscu idealnym dla mnie. Święta Maria, która sprawiała rządy w tej złotej klatce próbowała ograniczyć moją wolność i kazała wracać przed 9… taaaa chyba rano  efekt był taki, że bardzo szybko znalazłam nowe mieszkanie na rogu 33 i 30. Na Uniwersytecie okazało się, że jednak nikt nie rozmawia po angielsku, więc kontynuowałam migowy. Moja szefowa: Patricia wysłała mnie na kurs hiszpańskiego, gdzie poznałam nowych super znajomych: Jamesa, Sabrice, Michelle itd. Razem ze mną na wydziale pracował jeszcze Roman z Izraela. Głównie zajmowaliśmy się PR`em po angielsku i prowadzeniem zajęć integracyjnych dla studentów. Całkiem interesujące zajęcie. Niestety już nie pamiętam moich wszystkich współpracowników, ale Juan Pablo, Gonzalo i Bernardo zapewne na bardzo długo zostaną w mojej pamięci. Zawsze bardzo mi kibicowali jak mówiłam, gdzie się znowu wybieram w kolejną podróż po Kolumbii. A podróży było naprawdę sporo i śmiało mogę powiedzieć, że Kolumbię znam lepiej niż nie jeden Kolumbijczyk. W kolejnych postach opiszę w bardzo dużym skrócie miejsca, które udało mi się odwiedzić. Samo życie w Bogocie upływało mi bardzo przyjemnie, choć dosyć zwariowanie. Łącznie byłam w Kolumbii 3 miesiące, w tym jedynie 2 weekendy spędziłam w Bogocie, a resztę w podróży po tym pięknym kraju. Grafik zawsze wyglądał tak samo. W czwartek bądź piątek po pracy nocny autobus do… cały weekend zwiedzania i powrót w poniedziałek raniutko, żeby zdążyć wziąć prysznic i ruszyć do pracy. Poniedziałek – piątek praca w Chia na Universidad de la Sabana, a wieczorami spotkania z moimi przyjaciółmi: Julianem, Pablo, Cristal, Catherina, Danielem, Felipe, Jamesem, Romanem, Luisa, Andersonem, Sabrice i wieloma innymi. Później poznałam jeszcze Fabiana i moją przyjaciółkę Dagmarę. W Bogocie czułam się jak w domu, miałam moich przyjaciół, swoje mieszkanie, swój sklep, bar z Guayabo, autobus B11 i B12 do Portal del Norte itd. Chipsy z Yuka i Aguariente. Zona Rosa, Candelaria, Chicle, Mani, Caramelo i wiele wiele innych. Podejrzewam, że gdybym nie miała egzaminu magisterskiego i stypendium w Niemczech od października zostałabym w Kolumbii dłużej, dużo dłużej, ale życie pisze swój scenariusz i najwidoczniej ma dla mnie inny plan. Te 3 miesiące w Kolumbii były najpiękniejszym czasem w moim życiu. Ta radość, salsa, przygoda i trwające do dzisiaj przyjaźnie są czymś wyjątkowym. To taka magia Kolumbii, kto nie spróbuje, nie odwiedzi ,nie zrozumie tego. Z Dagmarą zawsze wspominamy Kolumbię z wielkim uśmiechem na twarzy. Kolumbia chyba też mnie polubiła, ponieważ z powodu problemów linii lotniczych wyleciałam 5 dni później niż wstępnie zaplanowane. Nawet przy powrocie czekała na mnie niespodzianka, ponieważ nowy lot dostałam przez Frankfurt, więc czekała mnie impreza powitalno-pożegnalna w Darmstadt, w którym mieszkałam przez rok na wymianie studenckiej Erasmus.

Pereira, Kolumbia

W sobotę w Pereira odbyło się wesele mojej kochanej Cristal i jej narzeczonego Juan David`a.

Jestem pod ogromnym wrażeniem super organizacji Cristal, która mając tyle na głowie zadbała również o mnie, abym bezpiecznie dojechała do Pereira z Bogoty, miała gdzie spać i w co się ubrać. Moje ubrania trekkingowe za bardzo nie pasowały na tak wspaniałą okazję.
Fajnie było pooglądać zmieniający się krajobraz do Zona Cafetera. 5 lat temu udało mi się zwiedzić Manizales i Armenię tutaj, więc tym razem nadrobię jeszcze Pereira. Jechałyśmy autem z Luisa, ale pod koniec trasy był ogromny korek i niestety dotarłyśmy bardzo późno, bo dopiero ok 23.30. Całe szczęście zdążyłyśmy na Mariachis (czyli orkiestrę Meksykańską śpiewającą serenatę dla panny młodej). Naprawdę fajna tradycja (chętnie usłyszę kiedyś taką serenatę dla siebie hahaha).
Następnego dnia przygotowania, przymiarka sukni, zrobienie pierwszego makijażu od 6 miesięcy i nawet użycie suszarki (a przepraszam, zdarzył mi się ten luksów parę razy u Moniki w Santiago 🙂
Ceremonia odbyła się w domu rodziców Juanda, w przepięknym ogrodzie przy zachodzie słońca. Lekki ciepły deszcz na szczęście i przepiękna tęcza. Aż mi się łezka zakręciła w oku ze wzruszenia. Cristal wyglądała cudownie, a ich przemowy były takie głębokie i naturalne.
Po ceremoni czas na imprezę. W Kolumbii atmosfera jest dużo luźniejsza, zwłaszcza w ciepłych regionach. Muzyka głównie salsa, reggeton, marengue i vallenato. Ogromne ilości aguariente (alkohol kolumbijski) i szaleństwo do białego rana.
Przepiękna ceremonia, cudowna zabawa i Państwo Młodzi jak z obrazka. Życzę im wszystkiego najlepszego. Następnym razem bawimy się na moim weselu… taaaa, taki żarcik z tym weselem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bogota, Kolumbia

lalalalalalala, aaaaaaa!!!! jestem w Bogocie!!!!! po 5 latach wreszcie powróciłam do mojej ukochanej Bogoty, gdzie zostawiłam tyle cudownych wspomnień i szalonych przeżyć. Aż mi się łezka kręci w oku na samą myśl moich 3 najwspanialszych miesięcy w życiu. Mój kochany Pablito Papacito odebrał mnie z dworca i przygarnął w swoim domu, gdzie poznałam jego mamę i siostrę.
Nawet po 5 latach mam wrażenie jakbym tu była wczoraj. Wszystko takie podobne 🙂
Przez następne 9 dni spotykałam się z moimi cudownymi, kochanymi przyjaciółmi wspominając jak to było super, jak byliśmy młodzi i piękni 🙂 Julian ma już cudowną rodzinę, jego brat jest już dorosłym kawalerem. Cristal wychodzi za mąz. Nawet Pablo sie ogarnął hahaha. Z Danielem już pierwszej nocy spontanicznie wylądowaliśmy na imprezie, taka mała podróż w czasie. Catherina ciągle zapracowana, ale też udało nam się spotkać i powspominać szalony Jarocin w Polsce.
Oczywiście jeszcze cała masa miejsc i ludzi została do odwiedzenia. Spotkałam się z Luisą, która była moją oazą na początku mojego pobytu w katolickim domu dla dziewcząt (z którego oczywiście bardzo szybko się wyprowadziłam 5 at temu…). Z moim kolegą profesorem Bernardo wybraliśmy się razem na Universidad de la Sabana, gdzie 5 lat temu pracowałam. Tutaj nic się nie zmieniło: Juan Pablo nadal uśmiechnięty, Gonzalo zapracowany, ale pokazał mi swoją antyramę z: Hall of Fame, gdzie jest moje zdjęcie hahaha.
Miałam również okazję spędzić trochę czasu z moją ukochaną rodziną kolumbijską, czyli z Mamą i bratem Juliana. Bardzo mi pomogli na początku mojego pobytu 5 lat temu i sprawili, że czułam się bezpiecznie i rodzinnie. Teraz Pablo i jego Mama dbają, abym czuła się jak w domku. Tu jest poprostu wspaniale. Ludzie są otwarci, chętni do życia. Tego się nie da opisać słowami. Spotkanie z Cristal na babskich plotkach przy cudownej Margarita oraz na śmiesznym piwku z Andersonem.
Masakra, nie wiem jak ja stąd wyjadę. Już cieszę się przez łzy, że niedługo będę w Polsce, bo strasznie się stęskniłam, ale na myśl o pożegnaniu z Ameryką Południową i najpiękniejszą przygodą życia kraja mi się serducho.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Cali, Kolumbia

Kombinowałam jak koń pod górę, co by tu zobaczyć w Kolumbii po drodze z Ekwadoru do Bogoty. W 2009 roku zwiedziłam praktycznie wszystkie najpiękniejsze i najważszniejsze miejsca w moim ulubionym kraju – Kolumbii. Chciałam zahaczyć o Pustynię Tatacoa, ale połaczenie tam wyglądało tragicznie: podróż przez 3 miasta, 5 różnymi autobusami, ufff stwierdziłam, że odpuszczę zwłaszcza, że chcę już być w Bogocie i spotkać się z moimi przyjaciółmi. Życie pisze swój scenariusz i spotykając Michael`a z Niemiec i Anna Sofia z Austrii postanowiłam zatrzymać się z nimi w Cali. Już tu niby byłam, ale co tam, w kupie zawsze raźniej. Podróż od granicy z Ekwadorem należy do dosyć niebezpiecznych z powodu napadów rabunkowych na autobusy, więc tym bardziej nie chciałam jej pokonywać sama. W Cali spędziliśmy bardzo miło czas, odpoczywając na trawie, kręcąc się po mieście, słuchając rytmów salsy. Cali jest stolicą salsy i rzeczywiście aż nogi same rwą się do tańca.
Wieczorem ruszałam do mojej ukochanej Bogoty 🙂 aaaaa