Category Archives: Norway

Skjervøy, Norwegia

Z Harstad mieliśmy jeszcze zahaczyć o Senja, ale wyglądało na to, że coś nam szwankuje jeden alternator. W związku z tym, aby zdążyć przed weekendem płynęliśmy prosto do Skjervøy. W sumie to dobra zaprawa 24 godzinna przed wyruszeniem na Bjornøya, czyli Misiową Wyspę. Trasa ze Skiervoy do Bjornoya zajmie nam mniej więcej 2,5 dnia żeglowania bez przerwy i widocznego lądu. Mam nadzieję, że pogoda dopisze, bo chyba troszkę zaczynam się bać. W Skjervøy jemy pyszną kolację ze Stig`iem, jego żoną i ich znajomymi z Belgii, którzy od lat podróżują do Norwegii na wakacje. Fajnie posłuchać ich opowieści. Jako, że pogoda na razie nie dopisuje, czekają nas 2 dni przerwy i odpoczynku przed wymagającym odcinkiem. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza. Czas wolny spędzam bardzo przyjemnie. Nadrabiam czytanie książek, medytuję i nadal nie mogę się nadziwić jak dużo mi się śni. Podróż po Ameryce Południowej była fascynująca i niezapomniana, aczkolwiek bardzo aktywna i męcząca. Teraz natomiast, po burzliwych momentach żeglowania mam sporo czasu na przemyślenia, czytanie i napawanie się przepięknymi widokami. A to dopiero początek, bo mam jeszcze 45 dni przed sobą… W poniedziałek wypływamy na Bjornøya.

Harstad, Norwegia

Dzięki pisaniu bloga orientuję się jaka dziś jest data. Dopiero jestem 5 dni na łodzi, a już mam problemy z nadrobieniem zaległości, bo każdy dzień jest podobny. Oczywiście mój plecak nie doleciał ze mną do Bodo, więc od razu na wstępie było mi dosyć zimno. Chyba najgorsza jest myśl, że to się nie zmieni przez najbliższe 50 dni…
Poznaję się z kapitanem: Berthold`em. Pierwsze wrażenie bardzo dobre, miejmy nadzieje, że tak też zostanie. Pierwszy dzień mija na organizacji. Następnego po sprawdzeniu czy wszystko działa i uzupełnieniu zapasów ruszamy na północny wschód wzdłuż linii brzegowej. Muszę „nauczyć się” łódki. Nasza to: Saxo 38, ma tyle lat co ja, więc młoda sztuka  12 metrów, stalowa, bardzo ładnie utrzymana. Wiatr od razu wieje mocno pięknym baksztagiem.  Zatrzymujemy się w Brunvaer na kotwicy. Po ciężkim dniu nawet zasypianie w bujającej łodzi przy pełnym słońcu nie jest problemem.
Czytając nową książkę wpadam na ciekawy cytat: „a restless travelers whose destination could not be found on any map…” fajnie, że już mnie w książkach opisują. Oprócz Siddhatha, Hermana Hessa, czytam podręczniki żeglowania i historię Spitzbergena. Mam nadzieję, że mi się to wszystko nie pomiesza.
Przez kolejne parę dni płyniemy na wschód. Mijamy przepiękne Lofoten, Westfiorden, bardzo wąski fiord Raftsundet i przy mocnym wietrze ok. 7 docieramy do Risoyhavn.Po drodze silnik wymaga małej naprawy, więc czekając na brakującą część zatrzymujemy się na trochę dłużej w Harstad. Oglądam poprzednie reportaże mojego kapitana i powoli nabieram ochoty na rejs w zimie, ale biorąc pod uwagę moje obecne zamarzanie może to jeszcze przemyśle.
O dziwo nadal nie dopadła mnie choroba morska. Podejrzewam, że jak tylko wypłyniemy na pełne morze, to szybciutko się pokaże… Trochę ciepło mi się robi na samą myśl 3 dniowego płynięcia bez przerwy. Jednak mam nadzieję, że pogoda będzie trochę przyjaźniejsza niż dotychczas. No nic, na razie gorąco pozdrawiam i obiecuję, że po powrocie będę się wygrzewać na słońcu.