Bardzo dużym plusem dla Ekwadoru jest mała powierzchnia i co za tym idzie krótkie przejazdy między miastami. Po parodniowych podróżach w Argentynie itd. mam już odciski na ***.
Tak też cudowne 2h z Baños do Latacunga, gdzie poznaję Juliana z Holandii i kolejne 2h już wspólnie pokonane “płatnym autostopem” do Quilitoa. Znajduje się tu przepiękne turkusowe jezioro w kraterze. Ruszamy na szybki trekking w głąb krateru. Jest dosyć stromo, momentami nawet 60 stopni nachylenia, więc powrót na gore jest dosyć rześki. Znowu przepiękne widoki okupione zmęczeniem i potem, ale jaka frajda 🙂
Zatrzymujemy się w ciekawym, ale koszmarnie zimnym hostelu, w sumie nic dzienwgo, jesteśmy na prawie 4000 metrów. Mój przyjaciel Jumping Jack powraca. W nocy chowam się pod 2 kołdrami i udaje mi się przetrwać do rana. Luksus na maksa w porównaniu do niedawno spędzonych nocy w mokrym namiocie i wilgotnym śpiworze na Santa Cruz. Trochę zaczynam się obawiać zimna na biegunie 🙂

 

 

 

 

 

 


Warning: printf(): Too few arguments in /wp-content/themes/travel-master/comments.php on line 47

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *