Wszyscy bardzo zachwalali Baños i mówili, że to super miasto imprezowe i dobre miejsce na spędzenie urodzin. hmmm jako, że krucho u mnie z czasem to urodziny spędzę tam, gdzie wypadną.
Baños okazało się bardzo spokojnym miejscem i mimo, że totalnie turystycznym, nadal mającym swój urok. Jako, że w ostatnim czasie bardzo intensywnie podróżuję, postanowiłam spędzić antyspołeczny wieczór i odpocząć. Następnego dnia ruszam na zwiedzanie wodospadów. W kolumbijskim stylu w imprezowej “chiva” docieramy do Pailon del Diablo. Wodospad ten rzeczywiście robi mega wrażenie. Po drodze wskakujemy na kolejkę linową przelatującą nad wodospadem. Lekko przerażająca jest myśl, że to chyba jest konstrukcja własna i raczej mało bezpieczna. Razem z poznanym Johnem z Guam wybieram się jeszcze na pycha lunch i słynne gorące źródła. Kręcąc się po miasteczku stwierdzam, że chyba 2 dni tu wystarczają i już kombinuję przeprowadzkę na następny dzień, tym razem nad jezioro Quilitoa.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *