Długo się zastanawiałam, czy zatrzymywać się w Alausi czy jechać bezpośrednio do Baños. Jako, że I tak już na maksa skróciłam zwiedzanie Ekwadoru, postanowiłam, że jednak się zatrzymam na chwil;kę w tym małym miasteczku i odwiedzę jego główną atrakcję, czyli przejazd pociągiem po trasie: Nasal del Diablo, czyli Nos Diabła. Bardzo się cieszę, że podjęłam taka decyzję, bo było super, turystycznie ale prześlicznie. Mój autobus “wyrzucił” mnie na autostradzie, ale już po paru krokach znalazłam się w centru, Od razu miłe powitanie i uśmiechnięci lokalesi, bardzo pomocni i witający w swojej wiosce. Z rana wybieram się na przejażdżkę pociągiem, jest to jedna z piękniejszych i trudniejszych tras na świecie. W pociągu spotykam przemiłą rodzinę z Kolumbii i zabawnego Christiana z Niemiec, który fajnie podsumował jak mu opowiedziałam swoją historię w mega skrócie: “ooo, ja też już przeszedłem na emeryturę”, ba, coś w tym jest.
Wokól trasy krązy cała masa diabelskich legend. Jak docieramy do Sibambe witają nas roztańczeni lokalesi. Wszystko mega turystyczne, ale ma swój klimat. Jeszcze chwilę się pokręciłam po miasteczku i ruszyłam do Baños.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *