Wymęczona podróżą i stresami na granicy dotarłam do bardzo przyjemnego i nie wiedzieć dlaczego pustego hostelu. Wreszcie na spokojnie nadrobiłam parę wpisów na blogu i bardzo szybciutko padłam spaciu. Raniutko pełna sił i energii ruszyłam na zwiedzanieruin Ingapirca. Mimo, iż daleko im do Machu Picchu, to z pewnością są warte odwiedzenia. Mój super lokalny autobus odmawia posłuszeństa w szczerym polu, ale udaje mi się wymusić zwrot pieniędzy i wskoczyć do kolejnego. Dosłownie wskoczyć, bo oni tu tylko zwalniają. W nowym autobusie poznaję Shivangi z Indii i Jake`a z Brianna z US i wspólnie zwiedzamy te największe ruiny w Ekwadorze. W cenie biletu jest przewodnik, więc można się dużo dowiedzieć. Po powrocie do Cusco wygrywa lenistwo i wskakuję na hop on bus i jeżdzę autobusem turystycznym dookoła miasta i słucham kolejnego przewodnika. Miło tak czasem sobie posiedziec 🙂
Nie umiem odpuścić i następnego dnia ruszam do słynnego Parku Narodowego Cajas. Razem ze mną jedzie poznana w hostelu Linda z Niemiec. W Ekwadorze jest teraz pora deszczowa, więc rangersi parku pozwalają nam jedynie na ruszenie trasą do jeziora. Trochę taplamy się w błocie, ale spokój i cisza wokół nas jest nieziemska. Przy tej pogodzie park wygląda dosyć mrocznie. Powrót do Cuenca okazuje się nielada wyzwaniem, bo żaden z mijających nas autobusów nie chce się, nie wiedzieć czemu, zatrzymać. Spotykamy jeszcze Isabelle z Niemiec i zabawną rodzinę z Meksyku. W Cuenca cudowna pogoda i aż miło jeszcze chwilke połazić i pozwiedzać. Późnym wieczorem wyruszam do Alausi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Warning: printf(): Too few arguments in /wp-content/themes/travel-master/comments.php on line 47

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *